Pod Grzybkiem, Stasikówka 17-21.06.2011 r.

 

Turnieje zostaną rozegrane w pełnym rygorze sanitarnym z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa zgodnie z zaleceniami GIS i PZBS czyli odległość pomiędzy zawodnikami przy stołach co najmniej 1,5 m, dezynfekcja stołów, maseczki, itp....

Na górskie granie śmiało podążyło 16 sympatycznych osób, które w pełni wykorzystały czas i pogodę. W piątkowy wieczór po obfitym obiedzie towarzystwo pozostało przy stołach. Podano karty. W menu był turniej na zapis maksymalny. Prym wiodły Panie Irenki, wodzireił Pan Jurek, więc kolejeczka wesoło kręciła się w koło. Przepiękna aura sobotniego poranka zachęciła trzydniowych wczasowiczów do skomasowanej aktywności. Ponieważ w piątek ruszano co najwyżej głowami i rękami to przyszła najwyższa pora na niższe partie i nogi poszły w ruch a to na piesze eskapady, a to w relaksującą toń wodnych akwenów. Kulturę ciała i umysłu uprawiano w podgrupach. Koło poszukujące znalazło sobie dwa muzea i jęło tropić muzealne trofea. Najpierw zobaczyliśmy jak to onegdaj bywało a potem co słychać u Hasiora czyli czy obrazy nadal burczą swą nieznośnością. Inni tymczasem Gliczarowali się lub już pławili w luksusie basenu morza przyjemności. Na leniwe popołudnie ukartowano turniej na impy, który oprawili z humorem Panowie Jędrek i Jurek. Wieczorek miał być taneczny, ale wyszedł bardziej stateczny. Tańczyły tylko brzuchy i śmiały się buzie bo Pan Jurek był na odpowiednim luzie. W niedzielne przedpołudnie odwiedziliśmy kościółek w Stasikówce by potem podążyć zwycięsko na Wiktorówkę zachęceni wspaniałym pomysłem Pana Andrzeja, który okazał się być rewelacyjnym przewodnikiem. Już knujemy co by przebić ten wypad. Póki atuty w rękach komunikacja ze światem przygód zapewniona. [kz]